Blog wbrew pozorom nie został skazany na zapomnienie. To tylko chwilowy brak czasu i motywacji do pisania, ale czas z tym skończyć. Sporo rzeczy wartych opisania zdarzył o się od ostatniego posta, ale po kolei - inspirację dla tej notki znalazłem na ulicy:
Nie sposób, żebym nie zwrócił uwagi na taki samochód – nawet mimo tego, że podczas spacerku po Nowym Mieście byłem zajęty rozmową ze swoją dziewczyną. Ciekawy przypadek z tego auta – niby tam jakiś tuning, jakieś rajdy, a wyglądał na zapuszczony rupieć. Czy to jakaś ukryta aluzja do Ubuntu? Pewnie tak, bo znaleźli się i uszczypliwi (dla niedowidzących: HACK3D!!! JUST LIKE DEBI4N!
Ja natomiast póki co nie narzekam na Ubuntu. Być może część z Was pamięta, że kiedyś bardzo narzekałem już na samą instalację Linuksa – ale wraz ze zmianą sprzętu problemy zniknęły. Kolejny nawrócony użyszkodnik – póki co klikam sobie i jak za dawnych lat na Windows XP, tak teraz upodabniam Gnome do Mac OS X... Takie zboczenie, ale naprawdę nie potrafię rozstać się z wyglądem tego środowiska (od przejścia na już prawdziwego Maca bardzo niewiele mnie dzieliło). Swoją drogą, tak pozornie banalna czynność pozwoliła mi na zapoznanie się z konsolą. Okazuje się, że klepanie dziwnych komend w czarno-białym terminalu ma sens, mimo że w dużej mierze to samo można zrobić w maksymalnie upstrzonych przez duet Compiz + Emerald okienkach.
Teraz, po krótkim praktycznym wstępie do obsługi systemu z poziomu konsoli, praca zdalna przez ssh wydaje się prostsza. No i aż dziw bierze, jak mogłem przez ponad rok, posiadając konto ssh na hostingu, męczyć się z najprostszymi czynnościami... Nigdy więcej instalacji gotowych skryptów przez przesyłanie plików z komputera lokalnego, rozpakowywania przez specjalnie pisane skrypty php itp. Przykładów można mnożyć, a wniosek tylko jeden – niewiedza boli i uczcie się dzieci Linuksa. Możecie się zatem w niedługiej przyszłości spodziewać moich relacji z walk z Ubuntu :)
I tak zaprzyjaźniłem się z Ubuntu, ale też nie pożegnałem z Windowsem. Co gorsze przesiadłem się ze sprawdzonego XP`ka na nie cieszącą się sympatią Vistę. Czemu taka herezja? Mam nowego laptopa, zakupionego z preinstalowanym systemem (to akurat nie był mój wybór) i dobrze z tymże systemem współpracującego. I teraz nieporozumieniem byłoby usuwanie tego systemu i instalacją okrojonego XP`ka, którego najpierw musiałbym baaardzo wolno ściągnąć z MSDNAA. A potem jeszcze użerać się ze sterownikami i nie mieć szans na aktualizacje. XP dobrym systemem był, ale to już 7 lat od jego wydania! Także postawiłem na Vistę...
... i póki co nie mam czego żałować. Po paru godzinach doprowadzania systemu do stanu używalności jest wszystko OK. Wprawdzie w porównaniu ze wspomnianym wcześniej szalejącym (pozytywnie!) Compizem dziwi zasobożerność skromniutkiego Aero, ale naprawdę - mając teraz 2GB RAMu jakoś mi to nie przeszkadza... Jednym słowem – nie ma żadnej rewolucji, ale to demonizowanie systemu przez wielu okazało się też na wyrost. Chociaż czas pokaże, bo póki co to tylko miesiąc :)
PS1. I to w zasadzie był mój pierwszy i mam nadzieję nie ostatni wpis na Joggerze napisany spod linuksa :)
PS2. I jak teraz zauważyłem - spóźniłem się z tym wpisem, i pierwszy raz w historii blogaska, nic nie napisałem w zeszłym miesiącu :/
Też dziś widziałem ten samochód zaparkowany przy ulicy Długej i bardzo żałowałem, ze nie mam aparatu :)
Nie widzę tam słowa: „Just”, tylko „Su” :P
sudo su zapewne ;)
Kiepska ta fota, dlatego też dałem podpis – jeszcze pamiętam jak to dokładnie wyglądało :)
To auto jeździ po Warszawie?
Czy jeździ to nie wiem, patrząc na jego stan to mozna trochę w to wątpić :)
http://www.internex.pl/ubuntu.jpg <== sam nie wierzyłem jak popatrzyłem na półkę w wydziałowym bufecie ;)
internex: wtf? :D
To na wacie jest msdna? (:
A pewnie że jest. Zapraszamy, zapraszamy, w tym roku dużo miejsc przyszykowali na pierwszym roku :)
Na pierwszy rzut oka vista wydaje się być lepsiejsza. Ale tak naprawdę względem XP to właśnie vista jest okrojona http://en.wikipedia.org/wiki/Features_removed_from_Windows_Vista